Bloog Wirtualna Polska
Są 925 672 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wakacje i niedługo Łucja skończy rok

piątek, 16 lipca 2010 14:52
Duża już jest nasza dziewczynka. Dokładniej to wzrostem jest prawie w 50 centylu, ciut poniżej, a wagą w 25 centylu. Czyli fajnie. Raczkuje! Na plaży nie dało się inaczej. Pełzać nie ma możliwości, a raczkuje się bezpiecznie i miękko. Do wody wchodzić nie chciała - Bałtyk jest dla niej za zimny na razie. Próbuje wstawać przy meblach, ale ma zakaz wstawania, więc nie możemy jej pochwalić ;)
Nadal nie ma zębów i mam już skierowanie na badanie krwi i moczu. Jest tylko jeden problem: tylko jedna przychodnia wykonuje badanie poziomu witaminy D3, ale w tej przychodni dzieci nie są przyjmowane. Czekam na ich decyzję gdzie mam się zgłosić z Łucją.

Dialogi:
I. J: Jutro biorę was na plac zabaw. Weźmiemy wodę... K (przerywa podekscytowana): ... i będziemy wszystkich oblewać?!
II. K: Tata, Emilka jest niegrzeczna. Daj jej klapsa. J (zachęcająco): Chodźcie tutaj. Dam wam obu.


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6187470,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zaległe dialogi

niedziela, 13 czerwca 2010 15:26
Łucja staje na czworakach i przestawia dłonie, ale na nogi jeszcze się nie zdecydowała ;) Siada. Pełza. Dużo gada i pokrzykuje. Słodka jak zawsze. Pełzając froteruje podłogę i działa jak odkurzacz: zjada wszystko, co da się włożyć do buzi. A ja próbuję się wtedy nie denerwować.
Klara chce założyć swojego bloga. Generalnie myślę, że to fajny pomysł, tylko nie wiem kiedy znajdę na to czas. Chce pisać o tym, co ona przyrządza do jedzenia.

Kilka starych dialogów, które odnalazłam zapisane na małych karteczkach. Nie wiem czy je już zamieszczałam, więc na wszelki wypadek wpisuję:
I. K: Mamo, czy to prawda, że grunt to dobre wychowanie?  O (przypomina mi się wiersz "Proszę pana pewna kwoka..."): Tak, oczywiście.  K: To ja się muszę nauczyć gruntu.
II. Emi wygląda na chorą i zastanawiamy się, czy może pójść ze mną na zakupy. Ona bardzo chce. Ale kicha. Oglądam jej buzię, oczy, nosek, oceniam jej stan. E: Juś jeśtem kochana, juś nie będę psikała.
III. E: Wieś mama, zie ja bym chciała mieć psia? O: Psa? Takiego żywego, prawdziwego? E: Nooo!!! I jeście... śnulek od psia.
IV. K (zapina sobie na brzuchu nosidełko dla lalek): Ja jestem księdzem.
V. E (przysuwając krzesło do łóżka): Mama, tak ci będzie dobzie - tlochę źbliźkowałam.
VI. Bawimy w lokal, ja jestem klientką. O: Poproszę mix sałat. 5 sekund później E: Juś wymiksiowałam.
VII. K: Emilko, wejdź do szafy, będziesz się rodzić. Bo ty nie żyjesz, dobra?
VIII. K: Gabrysia na moim obrazku jest jeszcze bobaskiem, ale już się urodziła.
IX.
O: Kto to jest król?
K: Pan Jezus.
O: Jak wygląda król?
K: Ma takie specjalne włosy i na ramionach też, i takie specjalne spodnie i specjalną kamizelkę.
O: A co robi król?
K: Jeździ po świecie z jednym bucikiem i szuka dziewczyny.      



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6035544,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Łucja już prawie raczkuje

niedziela, 16 maja 2010 22:43
... ale "prawie" robi wielką różnicę ;) Łucja ma teraz 9 m-cy i potrafi stanąć na czworakach i przemieszczać ręce. Teraz czekamy aż nogi ruszą w tej pozycji. Na razie przemieszcza się pełzając: wyrzuca ręce do przodu i podciąga się podparta na łokciach. Mówi: tatata, mama, błabłabła, kaka. Mruczy sobie, kiedy jest śpiąca. Wciąż grzeczna jak aniołek. Czasem wymaga długiego przytulania, ale po naładowaniu akumulatorków, potrafi dość długo zajmować się sama sobą.

Dialog:
Emilka dopytuje się: Mamo, czy ty lubisz czekoladę? O: Pewnie! Bardzo lubię. E wyraźnie zadowolona: To znaczy, że ty też masz świra na czekoladzie!


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5925454,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Emi w wannie

czwartek, 25 lutego 2010 22:58
Będę robiła krótkie wpisy, bo kiedy mam ambicję na dłuższe, to kończy się na tym, że nawet nie zabieram się za pisanie.

Emilka i Klara kąpią się w Lublinie - mają tam duży zestaw naczynek do zabawy. E (z płaczem): Mamo, bo my się z Klarą podzieliłyśmy i Klara powiedziała, że to jest dla mnie i potem mi zabrała i mi nie pozwala wziąć, a ja chciałam się bawić tą miseczką... Nagle cisza, Emi przerwała słowotok. Po chwili już radośnie: O, już! Podkradłam sobie :)

Ulubione powiedzonko Klary i Emilki w dyskusjach ze mną: Nie ma takiej opcji!


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5545048,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Łucja ma pół roku

środa, 24 lutego 2010 13:07
W telegraficznym skrócie:
Łucja od połowy stycznia zajada słoiczki i robi to z wielkim apetytem. Niestety teraz wycofałam dokarmianie, bo ma nieustannie zatkany nos, więc chcę ograniczyć wszystkie możliwe alergeny.
Od tygodnia potrafi usiąść w wózku! Podparta na prostych rękach, ale odchylona do tyłu na razie.
Powtarza: ta-ta-ta - ktoś powiedział, że to wróżba, że następny syn będzie ;) Ale my we wróżby nie wierzymy.
Klara i Emilka bardzo mi pomagają przy Łucji. Ostatnio ciągle chcą ją nosić, ale doszliśmy z Jankiem do wniosku, że grozi to przepukliną.

Widziałyście hit: Gotowałam z szefem kuchni Knorra!


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5538059,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Od nowa, z Łucją :)

wtorek, 29 grudnia 2009 21:52
Zaczynam żałować, że nie opisuję etapów rozwoju Łucji od jej narodzenia. Dziś zaskoczę wszystkich i zrobię wpis, z nadzieją że będzie to dobry początek nowego pisania o dzieciach. Robię to głównie dla siebie i dzieci. Ostatnio przeczytałam Klarze z bloga parę dialogów z nią w roli głównej. Bardzo jej się podobało :)
To co teraz nastąpi będzie prawdopodobnie dla Was nudne, ale chcę parę faktów zachować od zapomnienia, żeby kiedyś Łucji opowiedzieć, gdyby była ciekawa.
Łucja urodziła się 31 lipca 2009, przez cesarskie cięcie (oby nigdy więcej!), zdrowa i śliczna. Od pierwszych minut życia wystawiała język na brodę, co od razu skojarzyło się mi i Jankowi z babcią Anią :) Aktualnie nie robi już tej miny.
Od pierwszego dnia, kiedy się nad nią pochylałam uśmiechała się od ucha do ucha. I nikt mi nie wmówi, że był to przypafkowy grymas!
Po trzech dniach wyszłyśmy ze szpitala. Piątego dnia odpadła jej pępowinka - super szybko!
W szóstej dobie wróciłyśmy do szpitala, bo Malutka spadła na wadze i dostała żółtaczki. Po dwóch dniach wróciłyśmy, z nakazem dokarmiania dziecka sztucznym pokarmem i karmienia metodą palec-sonda. Wizyta u konsultantki laktacyjnej nie pomogła. Potem upłynęło 6 ciężkich tygodni, w czasie których bardzo mało spałam, nie miałam na nic czasu, ale i tak byłam bardzo szczęśliwa.
Po kolejnej wizycie u konsultantki laktacyjnej okazało się, że matka Polka potrafi karmić dziecko jedną piersią i jednocześnie z drugiej odciągać sobie laktatorem - niezbędne przynajmniej 2 pary rąk, które matka Polka oczywiście posiada. Łucja zaskoczyła i po jednej dobie najadała się z piersi i nie wymagała dokarmiania. Ufff!
Od kiedy śmieje się na głos nie pamiętam, ale mniej więcej gdy skończyła 4 miesiące. Jest bardzo pogodna i spokojna. "Po matce", jak mówi Janek ;) Podobno trzecie dziecko chowa się samo. Coś w tym jest! Na razie nie ma się do czego przyczepić :)
W nocy śpi jak aniołek. Na karmienie budzi się nad ranem. Być może właśnie dlatego zaraz po urodzeniu spadła na wadze. Teraz spadek wagi już jej nie grozi, a ja cieszę się z przespanych nocy.
Łucja jest pierwszym naszym dzieckiem, które wygląda jak rasowy niemowlak, tzn. ma ładne baleroniki w miejscu ud i ramion ;) Starsze miały od urodzenia pająkowate kończyny i zapowiadają się na niezłe modelki z nogami długimi do samej ziemi.
Od dłuższego już czasu Malinka (mówię tak na Łucję, bo przy urodzeniu była najmniejsza z naszych dzieci) ślini się mocno. Na ząbkowanie za wcześnie, ale podobno już ma zaczerwienione dziąsła, czyli ząb przez kość się przebija i można się go za jakiś czas spodziewać.
Jak na razie obchodzimy się bez smoczka, choć był moment, że chciałam się złamać i podać. Trochę wkładała paluszki do buzi, ale już jej się odwidziało na szczęście.

Było ostatnio parę fajnych dialogów, ale nie zapisałam i natychmiast zapomniałam :( Teraz może uda się wklepywać tutaj od razu.


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5308780,trackback

komentarze (12) | dodaj komentarz

Musi się udać

poniedziałek, 08 września 2008 23:03

Przełamuję swoją wewnętrzną niechęć i jednak piszę. Jakoś zdecydowanie nie mam weny na pisanie tutaj. Wypadłam z rytmu zapisywania tekstów dzieci, a to była fajny motor do zamieszczania kolejnych wpisów. Dziewczynki ciągle mówią coś zabawnego, ale jak nie zapiszę, to potem sobie nie przypomnę, bo żaden dorosły takiego tekstu by nie wymyślił...

Aniu, Twój nowy blog mnie zmobilizował do pisania :)

Najpierw się pochwalę, bo zapomniałam poprzednim razem. Występowałam na scenie! W Stodole. I nie była to stodoła u zaprzyjaźnionego chłopa ;) tylko klub Stodoła. Tak naprawdę, to nie było to nic nadzwyczajnego. W mojej szkole tańca na koniec semestru występują wszystkie grupy. Ja włączyłam się w zabawę i jestem z siebie dumna. Nie poszło mi najlepiej, czytaj: na zajęciach wychodziło mi bardzo dobrze, a na scenie tak średnio. Ale bardzo się cieszę, że się przełamałam i wystąpiłam. Bo ja nie lubię wystąpień publicznych. Jakby co, to zdjęcia z tej imprezy są na stronie mojej szkoły tańca. Ale mnie tam nie znajdziecie - jakoś fotograf na mnie nie trafił ;)

W wakacje byłam na tygodniowym obozie tanecznym i moja technika przeskoczyła o stopień wyżej. Fajnie jest obserwować taką ewolucję. Na początku uważałam, że cha-cha i samba to bardzo łatwe tańce i że załapałam ich klimat. Na tym wyjeździe dowiedziałam się, że jeszcze nic nie kapuję. Wiem tylko jak stawiać stopy. Teraz opanowałam biodra i pracuję nad ramionami (a dokładniej to nad mięśniem pod łopatką). Ale jak próbuję wszystko połączyć, to kolana w cha-chy mi się uginają, a to niedozwolone. Czyli jeszcze wiele do odkrycia przede mną.

Już okrzepliśmy na nowym mieszkaniu. Jeszcze parę mebli do kupienia i poskładania zostało i za kilka tygodni mam nadzieję, że wypakujemy już wszystkie pudła. Bardzo się cieszę, że mamy wielu sympatycznych sąsiadów, z którymi można się zaprzyjaźnić. nasze dzieci lubią się z ich dziećmi, więc na pewno nasze spotkania będą kwitły...

Nie pamiętam czy pisałam tu o tym, że w poprzednim mieszkaniu sąsiad z dołu słyszał nasz każdy krok i w pewnym momencie zaczęło mu to przeszkadzać. Tutaj bardzo się staraliśmy nie denerwować nowych sąsiadów. Nasze dzieci już od dawna przyzwyczaiły się, że w domu się nie biega, nie podskakuje z radości, nie odbija się piłki itp. Kiedy z lekką obawą zapytałam sąsiada z dołu czy bardzo nas słychać odpowiedział: "Pani żartuje!? Jesteście tak cicho, że przez pierwsze 2 tygodnie myśleliśmy, że jesteście głuchoniemi!"  Nareszcie we własnym domu zachowujemy się swobodnie i naturalnie i nie zastanawiamy się czy ktoś nam za to nie zwróci uwagi.

Dzieci zaczęły rok szkolny. Obie w nowych miejscach, z nowymi dziećmi. Radzą sobie wspaniale. Łatwo się zaprzyjaźniły z noymi koleżankami. Nie ma większych kryzysów. Klara jest w zerówce w naszej szkole rejonowej, a Emilka w przedszkolu przy kościele. Przedszkole jest dofinansowane przez Fundację na Rzecz Rodziny i prowadzone jest przez świeckich. Jest to dla mnie ważne, bo mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o szkoły prowadzone przez zakonnice. Całkiem dobrze się wszystko ułożyło jak na to, że dopiero w maju zaczęłam szukać dla dziewczyn zerówki i przedszkola na Kabatach.

Pozdrawiam ciepło wszystkich cierpliwych, którzy jeszcze tu zaglądają.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3690074,trackback

komentarze (8) | dodaj komentarz

Fajnie jest

wtorek, 29 lipca 2008 9:08

Jesteśmy już po wyjeździe wakacyjnym, a ja nadal czuję się jak na wakacjach. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że moja alergia aż tak wpływała na moje samopoczucie na Mokotowie. Teraz mam więcej energii, nie męczę się tak szybko, czuję się wypoczęta. W starym mieszkaniu czasami bywało mi niedobrze, bez wyraźnej przyczyny. Tutaj mi to przeszło. Zupełnie się nie spodziewałam takich pozytywnych zmian.

Teraz mamy większy balkon i możemy przyjmować tam gości. Siedzimy po wschodniej stronie budynku, mamy cień, chłód i powiew wiatru od lasu. Bardzo miły odpoczynek po całym dniu.

Na wakacjach przeczytałam wreszcie do końca "Pod słońcem Toskanii". Teraz czytam "Bella Toskania", czyli kontynuację tamtej historii. Aż się chce zamieszkać w Toskanii! A Janek kiedyś sprawdzał, że za nasze mieszkanie moglibyśmy tam kupić 2-pokojowe :) Z tych książek mam nowe włoskie przepisy, tylko brak tak świeżych i dojrzałych warzyw i owoców. Podobno we Włoszech sprzedają na targach to, co właśnie dziś jest u szczytu swojej dojrzałości. Za dwa dni  będzie się już psuło. Trzeba kupić i od razu przyrządzić. A efekt jest gwarantowany. No i jadłospis danego dnia ustala się rano, w czasie zakupów na targu, w zależności od tego, co akurat jest w sprzedaży. Zupełnie inne podejście do jedzenia niż w mieście!

Kolejni znajomi zaglądają do nas, żeby obejrzeć nasze mieszkanie. A ja wypróbowuję kolejne przepisy włoskie :)  Od kilku dni codziennie jemy focaccię. Szukamy przepisu doskonałego i wczoraj uznaliśmy, że się udało :)  Pewnie nie muszę dodawać, że na balkonie smakuje lepiej niż w pokoju ;) Wiem, że jeszcze lepiej byłoby we własnym ogródku, ale nie zamierzam się tym przejmować.

Dialogi (tyle ich było, a ja ostatnio zapominam zapisywać i teraz nie mam zbyt wiele):

Emilka odlicza ile dni jeszcze zostało do wyjazdu: ćwaltek, piątek, sióśtek...



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3580229,trackback

komentarze (5) | dodaj komentarz

Jestem

piątek, 13 czerwca 2008 23:37

Od miesiąca nie siedziałam przy komputerze i czuję się dziś dość dziwnie...

Przeprowadzka właściwie zakończona. Jeszcze kilka paczek zostało do rozpakowania, ale nie ma tam rzeczy pierwszej potrzeby. Jestem zmęczona, ale bardzo zadowolona. Wyraźnie zmieniło nam się na lepsze. Większe mieszkanie, w nowym budownictwie, w mojej ulubionej dzielnicy... Na razie czujemy się trochę jak na wczasach.

Dialog:

Emilka bawi się przy mnie drobnymi monetami. Kiedyś dałam jej kilka, ale ponieważ akurat mamy gości z Włoch, więc wolę się upewnić czy nie wzięła ich pieniędzy. O: Emilko, skąd masz pieniążki? E: Eee, ze spodni. O: Niemożliwe, prałam ostatnio te spodnie i nic w nich nie było. E: No to... z mojej półki. O: Nie, tu ich też nie było wcześniej. Emilko, chcę żebyś powiedziała mi prawdę. Emilka widać, że się wysila, skupia, ale w końcu pełna dobrej woli pyta: Mamo, a jak się mówi prawdę?



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3440297,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

W telegraficznym skrócie

wtorek, 06 maja 2008 11:00

Bardzo dawno nie pisałam, więc choć parę słów...

Emilka nam się rozchorowała. Przez tydzień miała cieknący wodnisty katar, była rozdrażniona i nie miała apetytu. A potem którejś nocy przyszła do nas i okazało się, że bardzo ciężko oddycha. Przyjechało pogotowie i pojechałyśmy do szpitala. Emi miała obturacyjne zapalenie oskrzeli - czyli oskrzela jej się ścisnęły i miała problemy z wydechem. Teraz jesteśmy w domu, ale jeszcze Emilka nie jest do końca zdrowa. No i bierze leki na astmę.

Nie wiem co będzie z tym blogiem, bo okazuje się, że hasło nadal nie działa. Przynajmniej nie zawsze. Ktoś wszedł tu bez podania hasła i zostawił komentarz. Niemoc WP jest osłabiająca.

Powoli pakujemy się w pudełka. I mentalnie szykujemy się do przeprowadzki.

Dwa tygodnie temu spotkała nas jeszcze jedna niespodzianka. Klara, która miała chodzić do zerówki przedszkolnej, została z całą grupą odgórnie przeniesiona do szkoły. Wszystko dlatego, że dla trzylatków brakuje miejsc w przedszkolach. A w szkole warunki są zupełnie inne, doroślejsze, na co się nie nastawiliśmy. Teraz jesteśmy do tego zmuszeni. Jest to moim zdaniem niezgodne z prawem. Takie narzucenie nam czegoś w ostatniej chwili. Skończyło się na tym, że Klara będzie chodzić do zerówki na Kabatach i nie będziemy musiały dojeżdżać na Mokotów - czyli jest i dobra strona tego wszystkiego. Emi pójdzie prawdopodobnie do przedszkola prywatnego, bo w państwowych w tamtej okolicy miejsc nie ma.

Dialog:

Emilka w szpitalu przysuwa mi krzesło do swojego łóżeczka, informując mnie: Źbliźkowałam ci ksieśło.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3310213,trackback

komentarze (9) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 23 lutego 2012

Licznik odwiedzin:  41 055

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

Moje inne blogi

O moim bloogu

Nasze codzienne życie widziane oczami Oli - żony, matki i... kucharki amatorki. Główni aktorzy to mama Ola, tata Janek, Klara (7 lat), Emilia (5 lat), Paula (w niebie) i Łucja (5 miesięcy).

O mnie

Mam 35 lat. Z wykształcenia jestem programistką i matematykiem, ale od kilku lat nie pracuję. Jestem w domu z dziećmi i jestem szczęśliwa.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 16.02.2008 0:26:58
  • autor: boru_93
  • treść: Zapraszam na www.lud...
Related Posts with Thumbnails

Lubię to